Sunday, May 16, 2021

Bajka o nowym świecie

 

Rita szła wolno wzdłuż alei kasztanów. Zastanawiała się czy powinna kupować chleb od dziadka Kostka bo ostatni zepsuł się zanim zdążyła go zużyć – tego nie jedzą nawet świnie. Marysia coraz częściej pytała o wycieczkę, może już czas pokazać jej Stolicę? Tylko, jak zniesie fakt,że świat rozpadł się na kawałki?

Kilka lat temu kraj podzielił się na Stolice i Republikę Harmonii oraz Kraj Wolnych Ludzi. Zgodnie z Prawem Wyboru każdy obywatel może zdecydować, gdzie chce mieszkać. W teorii bo w praktyce przyjmuje się tylko dzieci. Systemy edukacji, normy prawne i pewne, hmm różnice kulturowe sprawiają, że zmiana miejsca zamieszkania robi się zbyt kłopotliwa. Nie chodzi o to, ze człowiek się nie przystosuje ale nie jest w stanie osiągnąć szczęścia. Niektórzy po prostu umierają.

  • Dzień dobry!

  • Witaj Roto! Jesteś cała czerwona, dobrze się czujesz?

Rita zaklęła pod nosem. Dała się namówić na próbkę nowego kremu od koleżanki brata – działał zbawiennie ale „zapomniała” powiedzieć, że utlenia się pod wpływem światła słonecznego barwiąc skórę na czerwono... co za głupi żart! Kobiety wymieniły spojrzenia i zaczęły się śmiać. Ten świat bywa denerwujący ale jednego nie można mu odmówić – ludzie są szczęśliwi, niektórzy jakby wręcz błyszczeli od środka. Niekiedy wśród dzieci obserwuje się maleńkie światełka, coś pomiędzy stadem świetlików a garścią brokatu. Mówią, że to znak odbudowujących się legendarnych, zgubionych nici DNA, które ludzie kiedyś podobno mieli, dawały one nowe umiejętności. Kto wiem, może nasze prawnuki będą mogły uczyć się podstaw latania?

  • Mamo! Gdzie byłaś tak długo?

  • Na rynku! Wiesz, ile czasu zajmują zakupy...

  • A wiesz, że w Stolicy można kupić wszystko w jednym miejscu i zapłacić palcem?

  • A wiesz, CO tam dodają do jedzenia!? - Rita wytrzeszczyła oczy jakby zobaczyła ufo.

  • Nie zaczynajcie znowu! - wtrąciła się pani Wiola. - Pokażesz jej i sama zdecyduje... Przy okazji – Kasia z Kamilem prosili o skoszenie trawnika, zostawili też listę życzeń.

  • Niech se sami skoszą ten trawnik! - żachnęła się Rita – Zwłaszcza z tą przedpotopowa kosiarką!

  • Ale wyślesz Milenkę na pisanie literek? - zapytała pani Wiola

  • Oczywiście! Wiesz, że ona to uwielbia!

  • To ja już będę się zbierać, do poniedziałku! - ledwo to powiedziała, już jej nie było. W powietrzu jeszcze chwilę unosił się zapach fiołków. Mogła zostać jeszcze na kawę... szkoda. Czy przez ten dom przewali się jeszcze wielu ludzi?

  • Mamo! Dlaczego pani Kasia nie może uczyć pisania literek Malwinki sama?

  • Bo nie ma cierpliwości – zażartowała Rita, a wcześniejsze napięcie gdzieś uciekło.

  • Ale do mnie miała cierpliwość chociaż uczyłam się całą zimę! - Marysia pokazała szczerbaty uśmiech.

  • A mnie prawie palce odmarzły jak w styczniu nosiłam jej mrożone owoce z drugiego końca miasta i malowałam ściany w drobną kratkę za te twoje literki! - kobieta naciągnęła rękawy bluzy na dłonie jakby wciąż było jej zimno.

  • To czemu nie może uczyć swojej córki pisania literek?

  • Może ale chodzi o to żeby poznawała innych ludzi. Poza tym dzieci szybciej uczą się pisać gdy uczy je „strarsza siostra” niż pani nauczycielka.

  • Milena jest moją starszą siostrą, szkoda, że wtedy jej nie było.

  • To uczyłaby cię inna „siostra”. Milena i tak spędza z Tobą mnóstwo czasu i uczy cie mnóstwa rzeczy. Zaliczyłaś z nią nawet kurs gotowania drugiego stopnia

  • Pierwsze babeczki się spaliły ale zrobiłyśmy drugie i pani od stempelków się nie otruła! Wojtek nie zdał bo dodał piołunu zamiast pieprzu do bułeczek. Poszła wyrzygać, biedaczka. Co za osioł!

  • To było specjalnie, dziecko...

  • Ale jak specjalnie...?

  • Zanieś jego rodzicom moją wizytówkę, może się skuszą – Rita myśli przez chwilę nad czymś...

  • Listę życzeń też?

  • Nie, listy nie ale jakby się pytali to powiedz, że mam płot do naprawy.

  • Dobrze!

  • Przynieś po drodze trochę jabłek z parku i idź już zanim będzie ciemno!

  • Łaaaaa! Jestem łasicą! Łaska, łapka, łatka, łopatka! - dziewczynka wybiegła podskakując w jakimś dziwnym rytmie i machając wiaderkiem. Ciekawe, czy przyniesie jabłka, czy znowu – ogryzki. Nieważne. Ważne, że jest szczęśliwa, tu w tym kraju.

Rita dopisała coś do dużego, kolorowego kalendarza na lodówce i rozłożyła się na kanapie. ”Jakie to skomplikowane”, przez dłuższą chwile wpatrywała się w kolorowe kratki i napisy popijając napar z kilku dziwnych liści. Czasem ma wrażenie, że cały jej świat składa się z kursów i „sąsiedzkiej pomocy” jak nazywała wymianę usług. Stary system edukacji został zmieniony zaraz po Wielkiej Rewolucji. Są kursy podstawowe, które każdy musi zrealizować i zdać. Przymusu nie ma ale bez podstawowego kursu czytania, pisania, liczenia, ogrodnictwa, zielarstwa, mobilności i biologii trudno robić cokolwiek. Chociaż bywają ludzie, którzy kończą tylko czytanie i liczenie i radzą sobie całkiem nieźle, pracują głównie jako pomocnicy i ręce ludzi zaawansowanych wiekiem, pomagają przy zakupach, zbiorach owoców i warzyw w parkach, drobnych pracach porządkowych. Inni zapisują się na coraz bardziej zaawansowane kursy, odkrywają swoje naturalne talenty i spełniają marzenia. Kursy nie są darmowe – płaci się za nie wymianą usług lub – za bardziej zaawansowane – pieniędzmi i własną pracą. Niektóre kursy są organizowane w grupach a inne maja formę korepetycji. Generalnie ludzie chętnie się uczą bo nie brakuje im żywności. Jak to osiągnięto? Każdy, kto ma ogród lub działkę hoduje na niej rośliny i zwierzęta na własne potrzeby. Dodatkowo w parkach miejskich oraz w tak zwanej przestrzeni publicznej zaczęto sadzić drzewa owocowe, orzechy oraz niektóre gatunki warzyw i owoców. Owoce „publiczne” może zbierać każdy. Na ogrodach hoduje się zazwyczaj zioła, przyprawy i rośliny jadalne, których nie ma w przestrzeni publicznej. Niektóre rosliny uprawiają tylko rolnicy, którzy sprzedają je na rynku.


Na niektórych osiedlach ludzie umówili się na uprawę jednego rodzaju roślin na jednym ogrodzie. Miało to zapewnić idealną sąsiedzka wymianę ale część ogrodników straciła wszystko przez plagę stonki, inni przez pleśń. Stosowanie chemicznych nawozów czy oprysków jest nie tylko zakazane jak i niemożliwe do realizacji bo takich płynów w kraju Wolnych Ludzi nawet nie produkują. Zakazane jest również sprowadzenie i uprawianie roślin modyfikowanych genetycznie. Dlatego mono uprawy są niemożliwe do utrzymania. Od tej pory każdy uprawia warzywa, owoce i zioła na własne potrzeby a wymienia się raczej usługi (pielenie, zbieranie, przekopywanie) niż same rośliny. Niektórzy hodują tez zwierzęta ale raczej odchodzi się od jedzenia mięsa, z niewiadomych powodów ludzie przestali mieć ochotę na mięso. Czasem ktoś upiecze prosiaka czy kurczaka lub przerobi krowę na konserwę.


Ludzie bardzo zbliżyli się do natury, z jednej strony cofnęli się trochę w rozwoju ale jednocześnie poprawili swoją kondycję na tyle, że zaawansowana medycyna nie jest już potrzebna. Większość chorób i dolegliwości daje się wyleczyć lub złagodzić ziołami. W aptekach znajdują się głównie susze ziołowe z instrukcjami uzycia. Jest też dużo olejków, wód mineralnych (niektóre są paskudne w smaku), nalewek (większośc jest paskudna w smaku), oraz wyciągów z różnych roslin i grzybów w kroplach (smakują paskudnie i śmierdzą). Część specyfików poleca zielarz pracujący w aptece a część doktor zielarstwa i medycyny. Najczęstszymi „chorobami” są lekkie zatrucia (wynikające bardziej z głupoty i olania kursów gotowania i zielartwa) niż z poważnych chorób.

Na kazdym osiedlu i na każdym podwórku jest głeboka studnia. Woda po przegotowaniu nadaje się do picia. Jest bezpłatna. Bezpłatny jest też handel – nie ma żadnej ewidencji, podatków czy norm. Towary i usługi można wymieniać na pieniądze lub na inne towary. Nikt nie oszukuje bo to się zwyczajnie nie opłaca – czy kopiłbyś po raz drugi stare mleko czy konfitury, po których dostałeś biegunki? No właśnie. Takie rzeczy się zdarzają bo zakazane jest dodawanie konserwantów, jedzenie szybko się psuje na szczęście równie szybko psuje się biznes i wymiana usług niedouczonego rzemieślnika.

Po skończonym kursie należy zdać egzamin. W tym celu idzie się do mistrza lub specjalisty w danej dziedzinie (ale innego niż ten, u którego pobierało się nauki) zdać egzamin. Egzamin ma formę praktyczną. Zależnie od zaawansowania należy przynieść coś zrobionego samodzielnie (po kursie pisania list, po kursie wypieków ciasto lub bułeczki) lub zrobić kilka zadań pod okiem mistrza. Za zdanie otrzymuje się stempelek do specjalnej książeczki z drzewkiem umiejętności. Podstawowe kursy są przepustką do coraz ciekawszych i bardziej zaawansowanych kursów (np. na kurs nurkowania można się zapisać po kursie z biologii, przyrody, czytania i pisania oraz liczenia). Nauczycielami na podstawowych stopniach podstawowych kursów dla dzieci często są starsze dzieci i nastolatkowie, którzy dobrze opanowali dana umiejętność. Mogą w ten sposób utrwalić wiedzę oraz zarobić na własne dalsze kursy (wymiana usług). Tak, dobrze czytasz, dzieci pracują. Ale są to proste zadania dostosowane do wieku i predyspozycji. Dzieci najczęściej wysyła się po owoce z parków, uczy drobnych prac domowych dla sąsiadów i lekkich prac w ogrodach. W ten sposób mogą też płacić za podstawowa naukę (dzięki czemu bardziej ją doceniają i ławiej przyswajają). Najczęściej wysyła się dzieci naprzemiennie np. starszy brat idzie na lekcje gry na pianinie a młodszy przychodzi pomóc rozwieszać pranie czy malować płot. A potem jest odwrotnie. Dzięki kontaktom z różnymi ludźmi w różnym wieku (a nie jak to było dawniej tylko z rówieśnikami) dzieci szybko się rozwijają, maja autorytety, cele, poczcie sensu nauki i pracy. Motywacja pochodzi z wnętrza, prosto z serca, nie ma przymusu więc naturalne instynkty wspierają ludzi na kolejnych etapach dorastania i nauki. Dzieci kwitną. Dopiero dorośli mogą siedzieć przez kilka godzin dziennie zgłębiając szczegóły wybranych dziedzin ale tylko jeśli tego chcą.

Co dalej? Jedni mają zajęcia, za które dostają regularne wynagrodzenie w małych filiach i warsztatach  rzemieślniczych ( lub większych (czyli małych ale potrzebujących pomocy przy uprawiei hodowli) . Inni produkują żwność i dobra, żyją z wymiany dóbr i usług często bezgotówkowej. W starych systemach powiedziano by, że są bezrobotni bo nie pracuja w żadnej firmie, korporacji czy fabryce. Oni jednak pracują najwięcej dla siebie nawzajem i dla kraju, w którym żyją. Kiedyś ludzi dzieliło się na panów i niewolników, szlachtę i chłopów. Potem po prostu na bogatych i biednych, którzy pracowali na rzecz tych pierwszych. W kraju Wolnych Ludzi majętność nie ma większego znaczenia bardziej liczy się przydatność ale nie dla systemu lecz bezpośrednio dla innych ludzi. Można żyć przyjemnie i wygodnie mając pieniądze lub nie mając pieniędzy. Nie ma presji pogoni za posiadaniem znanej z przeszłości. Istnieje wiele dróg i każda jest dobra a ludzie potrzebni. Juz nie trzeba być bogatym aby być kimś. Tutaj każdy jest człowiekiem.

System jest zupełnie niedochodowy, nie generuje zysku, ludzie są skupieni na sobie nawzajem a nie na konsumpcjonizmie. Zaczęli widzieć i czuć rzeczy, których wcześniej nie widzieli. Połączyli spokój ducha z dobrym zdrowiem ciała. Nie są też zainteresowani psuciem tej subtelnej równowagi ekonomiczno-mentalnej. Z tego powodu z kraju wycofały się koncerny farmaceutyczne – nie ma leków na raka ale też... nie ma raka! Spirala niekończącego się leczenia ze skutkami ubocznymi wymagającymi leczenia skończyła się. Jest tylko kilka podstawowych leków chemicznych niezbędnych do podtrzymania dobrostanu ludzi, którzy zaczęli żyć jeszcze w starym świecie bez podziałów. Świat się rozwarstwił a kraj podzielił gdyż część ludzi chciała maksymalnej wygody i beztroski w zamian za oddanie pełnej kontroli nad swoim zdrowiem i życiem systemowi. A część ludzi chciało pełnej wolności w zamian za akceptacje pewnych kłopotów i reformy systemu. Obie grupy miały racje i obie miały prawo istnieć na swój sposób jednak w wyniku propagandy i pewnych działań rządu zaczęły się nienawidzić i zwalczać do tego stopnia, że trzeba było je rozdzielić. Nadal stanowią jeden kraj podzielony na dwa światy, które z rzadka tylko wymieniają się dobrami - bo w Republice Harmonii nie da się wytworzyć oryginalnych przedmiotów (głównie dekoracje, meble i modne dodatki) "z duszą" (które są bardzo pożądane w pewnych kręgach) a Kraj Wolnych Ludzi nie produkuje elektroniki. Jedni oddali duszę i wolność za postęp technologiczny i wygodę a drudzy postęp za duszę, wolność i szczęście.

A gdy ktoś zmieni zdanie? Trudno jest przeskoczyć różnice w ścieżce edukacji i kariery zawodowej przy przechodzeniu do Republiki Harmonii. Trudno jest nagle wziąć pełnie odpowiedzialności za siebie i swoich bliskich w kraj Wolnych Ludzi gdy wcześniej o wszystko dbał system. Tutaj zdarzają się tragedie – śmierć z przepracowania (szybkie nadrabianie różnic) czy śmierć przez zatrucie (bo na krzaku nie było napisane - trujący). Kolejnym problemem w przejściu jest jedzenie i leczenie. Osoby z Harmonii przyzwyczajane stopniowo do coraz większych dawek leków, zmodyfikowanej żywności, kolejnych leków mających zneutralizować działanie poprzednich i ułatwić przyswajanie tej żywności mogą zareagować źle na inny rodzaj pozywienia a ich wyniszczone ciała mogą nie być niemożliwe do naprawienia samymi tylko ziołami. Osoby ze świata Harmonii miewają skomplikowane choroby wymagające skomplikowanego leczenia skomplikowanymi chemicznie lekami. Ich świat jest sterylny a wiele układów w organizmie regulowana lub podtrzymywanych w stanie używalności w sposób sztuczny. Mogą mieć poważne problemy po kontakcie z wirusami i bakteriami obecnymi w wolnej części kraju. Dodatkowo towarzyszy im ogromny lęk bo przeprowadzka oznacza zmiane wszystkiego. Natomiast w drugą stronę ludzie z Wolnego Kraju mogą zwyczajnie nie przeżyć nagłego kontaktu z substancjami chemicznymi serwowanymi w H. już od wieku niemowlęcego. Będa tez chorować po zmodyfikowanej żywności. Tylko dzieci są w stanie się przystosować dlatego – poz upartymi wyjątkami – tylko dzieci sa przenoszone między systemami. W przyszłości może to doprowadzić do równoległej dwutorowej ewolucji. Ai-humans dążącej do maksymalnej synchronizacji z technologią i systemem nastawieni na konsumpcjonizm oraz soul-humans dążący do maksymalnej synchronizacji z naturą i z własną duszą, nastawionymi na rozwój duchowy.

---------------------------

 Ludzie często pytają, o co walczę, jak wyobrażam sobie świat po rewolucji. Mniej więcej tak wyobrażam sobie jedną ze stron. A Walcze o Wolność WYBORU aby każdy mógł wybrać czy chce  pędzić z duchem czasu kosztem swojego zdrowia, rozwoju, człowieczeństwa czy wyrwać się z systemu porzucając niektóre nowinki technologiczne. Jeśli nic nie zrobimy to wylądujemy w świecie Orwella, totalnie kontrolowani, przerażeni, zagubieni i zdominowani przez technologie.  Bez wyboru.

To, co się teraz dzieje nie jest moim zdaniem niczym nowym, po prostu mamy okazję "żyć w ciekawych czasach" i obserwować to na własne oczy. Mamy też okazję to zmienić. Były już plagi, epidemie a po nich kolejne leki i preparaty. Teraz będą kolejne i kolejne a człowiek będzie coraz mniej człowiekiem a coraz bardziej trybikiem w machinie systemu. Coraz bardziej systemem osłabiony i od systemu zależny

0 Komentarzy:

Post a Comment

Konstruktywna krytyka i uzasadnienie opinii mile widzialne:)
Dziękuję za komentarz!

Reklamy aukcji i konkursów będą kasowane.